|
Z moich obserwacji wynika, że część młodzieży przychodzi na judo, by się wyżyć fizycznie, a potem pokazywać kolegom palcami - "o patrz tego gościa powaliłem" lub "a tamten to jest cienias". Doświadczyłam tego na własnej skórze i nie było to miłym doznaniem. Zawsze wydawało mi się, że JUDO ma w człowieku pobudzać pozytywne cechy jak opanowanie emocji, ale widać myliłam się....skoro już na treningu, jeden cieszy się, że wygrał w randori i jest niepokonany. Takie nastawienie zaczyna mnie zniechęcać, ale przypomina mi się piękna opowieść i jej morał dodaje mi wiary w sens przychodzenia na następny trening. Przytoczę Wam tę opowieść : Młody chłopiec przewędrował przez Japonię aby wstąpić do szkoły słynnego mistrza. Kiedy przybył do dojo poprosił o spotkanie. - Czego potrzebujesz ode mnie? - zapytał mistrz. - Chciałbym być Twoim uczniem i stać się najlepszym wojownikiem - odpowiedział chłopiec - Jak długo muszę się uczyć? - Przynajmniej dziesięć lat - odpowiedział mistrz. - Dziesięć lat to bardzo długo - powiedział chłopiec - a co jeśli bym ćwiczył dwa razy ciężej niż wszyscy Twoi uczniowie? - Dwadzieścia lat - odpowiedział mistrz. - Dwadzieścia lat! A co jeśli będę ćwiczył dzień i noc, dając z siebie wszystko? - Trzydzieści lat - odrzekł mistrz. - Jak to jest - zdziwił się chłopiec - że za każdym razem gdy mówię, że będę ćwiczył więcej, odpowiadasz, że zajmie mi to więcej czasu? - Odpowiedź jest prosta - odpowiedział mistrz z uśmiechem Kiedy jedno oko jest zaślepione zdobyciem celu, pozostaje tylko to drugie, aby znaleźć do niego drogę...
Pozdrawiam Wszystkich "PADaj zdrów!"
|
|
| Komentarze użytkowników |
|
Średnia ocena użytkownika
|
|
|